Wilki w pomieszczeniu autobusu są osadzone, ale Drapieżniki nie za skrzydłami: pasażerowie obawiają się na obserwacji zachowania dzikich zwierząt, jednak to, co się wtedy stało, wszystkich zaskoczył 😲

POZYTYWNE HISTORIE

Wilki w pomieszczeniu autobusu są osadzone, ale Drapieżniki nie za skrzydłami: pasażerowie obawiają się na obserwacji zachowania dzikich zwierząt, jednak to, co się wtedy stało, wszystkich zaskoczył 😲😱

Autobus pewnie jedzie po drodze, ale uważaj podczas jazdy, jakby czuł, że dnia błędów nie można było uniknąć. Koło obraca się powoli na ziemi czadem śniegu, czasami заезжая na oblodzonych odcinkach, a kierowca natychmiast wygładza kierownica, nie dając transportu ślizgać.

Na zewnątrz szaleje prawdziwa zimowa burza. Śnieg spada gęstą ścianą wzdłuż porywów wiatru, tak bardzo obchodzi to, trawę, jakby zerwał dach i chciałem zresetować biały regał.

W kabinie było ciepło, ale ludzie nadal ciągnęli zawinięte w Caracas formy. Pojawiły się prezentuje Diorella i próbki lodu. Niektórzy patrzą do wewnątrz, niektóre nawet milczą, czekając, kiedy na drugi dzień po zameldowaniu się, podczas gdy.

Kierowca — mężczyzna lat pięćdziesięciu z zmęczony widokiem i silnymi rękami, powoli i w skupieniu prowadzi autobus. To właśnie na tych drogach wiele lat szło ruch, i należy wziąć pod uwagę, że zimą są tu błędów nie wybaczają.

Nagle jego oczy zwęziły się.

Z tyłu, za śnieżną zasłoną, coś się poruszyło.

Unikaj myśli, że to po prostu potężna kupa była. Potem, możliwe, że psy były. Ale po kilku sekundach strona забегает temu.

Tych psów nie było.

— Nie… — mruknął bezgłośnie.

Kształty coraz bardziej stawały się ostre. Kładziemy jedną. Potem drugą. Potem jeszcze kilka. Białe, wydłużone sylwetki powoli zeszli z drogi i zatrzymał się tuż przy autobusu temu.

Wilki. Nie jeden i nie dwa. Dziesiątki.

Kierowca gwałtownie naciśnie na hamulec. Autobus, lekko мотая, wjeżdża kołami na lód i zatrzymuje się kilka metrów od dziewczyny.

Kabina natychmiast minęła w ciszy.

— Co się stało?.. — Cicho pyta kobieta, przechodząca przez tylne siedzenia.

Ale nikt nie odpowiedział. Wszystko już domyślić.

Ludzie zaczęli wstawać, wstawać pasowały, na dzwonek do drzwi, mycie szkła. I po chwili strach przed autobusem przeszedł.

— Wilki… — zawołał ktoś.

Moby bezpośrednio przed nimi znajdowały się z przodu. I nie tylko z przodu.

Gdy pasażerowie wycofali się temu, entuzjastyczne Wilki też wycofali się, i wydawało plecy. Powoli, prawie nie poruszając się, szli ośnieżonych krokami, ostrożna załączeniem były jak cienie.

Widzieli, jak otacza autobus. Jakby dobrze wiedzieli, co robią.

— Oni teraz atak zaczną… — poddają się mężczyźni, u okna się trzęsą ręce.

— Zamknij drzwi! — Zawołała kobieta.

Regulując kierownica łańcuchem, tak wielki, że palce są zbierane. Nie ruszał się, tylko patrzył do przodu i próbował zrozumieć, co się dzieje.

I właśnie wtedy jeden z Wilków robi krok do przodu. Następnie drugi.

I w tym momencie coś się stało, dlaczego wszyscy pasażerowie autobusu byli w szoku 😲😨

Oni z AutoCAD prawie, ale na ludzi w środku nawet nie spojrzeli. Stoją… obok siebie, wyglądając na zewnątrz. Kierowca rusza brwiami.

— Czekaj… — powiedział cicho i podał szyby w każdej izbie.

Śnieg, Droga, trochę na uboczu zobaczył coś ciemnego na białym tle. Zapobiec temu może tylko sterta gałęzi lub śmieci w podobnym miejscu. Ale potem wiatr na sekundy ustaną, a sylwetka stanie się bardziej czytelny.

Ludzie.

— Tam ktoś leży na… — szeptem powiedział kierowca.

Pasażerowie korzystają. Szybko wytarła szklankę o podłokietnik, żeby lepiej widzieć. TAK. Osób.

Strony leżały, prawie pokryte śniegiem, prawdziwe.

— Och… — westchnęła kobieta.

— Żyjesz? — Zapytaj kogoś.

Kierowca nie odpowiedział. Wilki obserwowali. I nagle wszystko stało się na swoje miejsca. Oni autobus nie подвинули do miejsca ataku. Oni go zatrzymali. To nie przechodzi. Aby ktoś zauważył tego, do kogo już nie może dotrzeć.

W tym momencie jeden z Wilków powoli podszedł do ziemi człowieka, przeszedł na wylot i obok niego zatrzymał się, jakby pokazując, i to wszystko.

A potem autobus, nowe emocje, fala przeszła obok.

Ale strachu nie miała. To był szok.

— Je… tu mohikanin swój… — Cicho odezwał się kierowca.

Nikt nie odpowiedział.

Rate article