Pod koniec marca odbył się pogrzeb sześcioletniej dziewczynki. 
Mała trumna, ozdobiona polnymi kwiatami, była centrum żalu, który przeżywały setki osób. Ojciec dziewczynki stał tam nieruchomo, złamany żalem.
Nagle ciszę przerwał dźwięk łap na ziemi. Dakota, owczarek niemiecki, przeszła przez tłum, ignorując wołania swojego trenera. Z wyrazem determinacji na twarzy wskoczyła na trumnę i położyła się na niej, jakby czegoś broniła.

Wszelkie próby odepchnięcia jej spełzły na niczym: warknęła cicho i odmówiła ruchu.
Jej ojciec zauważył, że to nie tylko smutek. Dakota jęknęła znajomo — tak samo, jak ostrzegał ją, gdy miała dostać ataku.
Przekonany, że pies coś wyczuł, ojciec nalegał na otwarcie trumny. Po długich naleganiach osoba odpowiedzialna za ceremonię wyraziła zgodę.
Kiedy powoli podniesiono pokrywę, wszyscy wstrzymali oddech. To, co zobaczyli, pozostawiło wszystkich bez słowa…
Dziewczynka była tam, nieruchoma, z pogodnym wyrazem twarzy, jakby po prostu spała. Ale wtedy ktoś zauważył bardzo delikatny ruch jej klatki piersiowej: oddychała.
Krzyk przeciął ciszę. Obecny lekarz podbiegł, przyłożył ucho do piersi dziecka i krzyknął:
– Ona żyje! Natychmiast wezwijcie karetkę!
Ojciec był sparaliżowany szokiem, dopóki nie usłyszał słabego jęku. Uklęknął i wybuchnął płaczem.
Córka, którą wszyscy opłakiwali, żyła. Zapadła w stan głębokiej śpiączki, rzadki i trudny do zdiagnozowania, co oszukało lekarzy.
Jak Dakota to odkrył?
Odpowiedź przyszła później. Dakotę nauczono rozpoznawać najmniejsze zmiany w oddechu i biciu serca małej dziewczynki, która cierpiała na tak silne ataki padaczkowe, że wydawała się być klinicznie martwa.
Nie raz pies uratował swojego pana, wszczynając alarm na czas. I tym razem, gdy wszyscy myśleli, że jest za późno, to Dakota rozpoznała oznaki życia.
Była ostatnią osobą, która słyszała oddech dziewczynki i jedyną, która nie chciała uwierzyć, że to już koniec.


