Pies biegł korytarzem szpitala z czarną torbą w pysku: gdy lekarze w końcu go dogonili, odkryli coś strasznego.
To był zupełnie normalny dzień w miejskim szpitalu. Klimatyzowane korytarze cicho skrzypiały w oddziałach przyjęć, pielęgniarki przyjmowały nowych pacjentów, lekarze spokojnie rozmawiali na korytarzach, a kroplówki powoli kapały w salach.
Główna pielęgniarka przeglądała właśnie harmonogram przyjęć, gdy nagle usłyszała szybkie stukanie pazurów na końcu korytarza.


