CZĘŚĆ 1
Zbiegły przestępca wysłał jedno zdjęcie na komisariat… Potem pies K9 stracił kontrolę 😨😱‼️
Tej nocy na komisariacie panowała niezwykła cisza.
Deszcz stukał o szyby. Świetlówki brzęczały nad pustym korytarzem. Większość funkcjonariuszy dawno wróciła już do domu, zostawiając na miejscu tylko mały nocny zespół.
Daniel siedział przy biurku, czytając akta sprawy. Rex leżał obok niego, z głową opartą na łapach.
Po drugiej stronie pokoju funkcjonariusz Miller nalewał kawę do papierowego kubka i ziewał.
— Nadal tu jesteś, Harris? — zapytał.
Daniel nawet nie podniósł wzroku.
— Tylko kończę ten raport.
Miller spojrzał na Rexa.
— A on? On w ogóle kiedyś się męczy?
Daniel uśmiechnął się lekko.
— Rex? On śpi z jednym okiem otwartym.
Miller roześmiał się.
— Dobrze. Może w takim razie dokończy też moją papierkową robotę.
Daniel zamknął teczkę i przetarł oczy. To był długi tydzień. Niebezpieczny podejrzany o imieniu Victor Kane uciekł dwa dni wcześniej podczas transportu, a cały wydział był pod presją.
Kane nie był zwykłym przestępcą. Był spokojny, cierpliwy i inteligentny. Typ człowieka, który czeka na idealny moment.
To Daniel był funkcjonariuszem, który go aresztował. Od chwili ucieczki wszyscy mówili Danielowi, żeby uważał.
Ale Daniel miał dość strachu. Wstał i wziął kurtkę.
— Chodź, chłopcze — powiedział cicho.
Rex natychmiast podniósł głowę. W tym momencie otworzyły się drzwi wejściowe komisariatu.
Do środka weszła młoda kobieta, przemoczona przez deszcz. Wyglądała na przerażoną, włosy kleiły jej się do twarzy, a dłonie drżały wokół małej koperty. Funkcjonariusz Miller ruszył w jej stronę.
— Proszę pani, wszystko w porządku?
Kobieta przełknęła ślinę z trudem.
— Muszę porozmawiać z funkcjonariuszem Harrisem.
Daniel odwrócił się.
— To ja.
Kobieta spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.
— Powiedziano mi, żebym to panu przekazała.
Wyciągnęła kopertę. Daniel zmarszczył brwi.
— Kto pani to powiedział?
Szybko pokręciła głową.
— Nie wiem. Jakiś mężczyzna zatrzymał mnie przy stacji benzynowej. Powiedział, że jeśli tego tutaj nie przyniosę, stanie się coś złego.
W pokoju zapadła cisza. Uśmiech Millera zniknął. Daniel powoli wziął kopertę. Rex wstał. Uszy psa uniosły się.
— Rex?
Rex nie patrzył na kobietę. Wpatrywał się w drzwi wejściowe. Miller podszedł bliżej.
— Co jest, chłopcze?
Kobieta cofnęła się przerażona.
— Przysięgam, nie wiem, co się dzieje.
Daniel ostrożnie otworzył kopertę. W środku było tylko jedno zdjęcie. Jego własny dom. Zrobione z drugiej strony ulicy.
Na odwrocie ktoś napisał: Trzeba było pozwolić mi odejść. Twarz Daniela pobladła. Miller nachylił się i wyszeptał:
— Kane.
Zanim Daniel zdążył odpowiedzieć, Rex nagle zawarczał. Najpierw cicho. Potem głębiej. Daniel spojrzał w dół.
— Rex, spokojnie.
Ale Rex nie był już spokojny. Jego ciało zesztywniało. Oczy miał teraz wbite w Daniela. Miller uniósł brwi.
— Co mu jest?
Daniel spróbował zrobić krok do przodu, ale Rex poruszył się razem z nim, blokując mu drogę.
— Rex, noga.
Pies nie posłuchał. Głos Daniela stał się ostrzejszy.
— Rex. Noga.
Rex zaszczekał. Dźwięk odbił się echem po komisariacie. Młoda kobieta krzyknęła i zasłoniła uszy. Miller sięgnął po radio.
— Coś jest nie tak.
Daniel wyglądał na zdezorientowanego, prawie zranionego.
— Rex, co ty robisz?
Zrobił krok w stronę drzwi. Rex rzucił się na niego.
W jednej chwili pies uderzył Daniela całym swoim ciężarem, odrzucając go tyłem na biurko. Papiery poleciały we wszystkie strony. Daniel runął na podłogę, łapiąc powietrze.
— Miller! — krzyknął Daniel.
— Ściągnij go ze mnie!
Rex stał nad nim, warcząc, z widocznymi zębami. Miller wyciągnął broń do połowy.
— Rex! Cofnij się!
Daniel podniósł rękę.
— Nie strzelaj do niego!
Łapy psa naciskały na pierś Daniela. Jego warkot był groźny, ale oczy nie były dzikie. Były skupione. Celowe. Daniel szarpał się.
— Rex, przestań! To ja!
Młoda kobieta płakała pod ścianą.
— Dlaczego on go atakuje?
Miller krzyknął w stronę korytarza.
— Funkcjonariusz na ziemi! K9 poza kontrolą!
Dwóch kolejnych funkcjonariuszy wbiegło z tylnego pomieszczenia.
— Co się stało?
— Rex zaatakował Harrisa!
CZĘŚĆ 2
Daniel próbował odepchnąć psa, ale Rex kłapnął zębami tuż przy rękawie Daniela, nie gryząc mocno, tylko zmuszając go, żeby został na dole. Oddech Daniela stał się ciężki.
— Rex… proszę… Kontynuację przeczytaj w komentarzach 👇‼️👇‼️
Po raz pierwszy od siedmiu lat Daniel nie rozumiał swojego partnera. Wtedy Rex nagle podniósł głowę. Jego uszy drgnęły.
Pokój zamarł. Z zewnątrz komisariatu dobiegł cichy metaliczny dźwięk. Klik. Miller odwrócił się w stronę okna.
— Co to było?
Daniel przestał się ruszać. Rex znów zaszczekał, tym razem głośniej, w stronę głównego wejścia. Sekundę później—
BANG!
Na zewnątrz rozległ się strzał. Przednie okno rozpadło się na kawałki. Szkło rozsypało się po pokoju. Wszyscy padli na podłogę.
Daniel poczuł, jak odłamki szkła spadają na jego kurtkę. Kula wbiła się w biurko dokładnie tam, gdzie kilka sekund wcześniej znajdowała się jego pierś.
Przez jedną cichą chwilę nikt nie oddychał. Potem Miller krzyknął:
— Strzelec na zewnątrz!
Funkcjonariusze rzucili się za osłony. Daniel wpatrywał się w dziurę po kuli w biurku. Jego twarz się zmieniła. Rex go nie zaatakował.
Rex zepchnął go na ziemię. Kolejny strzał uderzył w ścianę.
— Światła! — krzyknął Miller.
Jeden z funkcjonariuszy nacisnął przełącznik, pogrążając połowę pomieszczenia w ciemności. Rex zeskoczył z Daniela i pobiegł w stronę bocznego korytarza.
— Rex! — krzyknął Daniel.
Ale pies już był w ruchu. Daniel chwycił broń i ruszył za nim, pochylony.
— Osłaniać główne wejście! — rozkazał.
Miller krzyknął za nim:
— Harris, nie wychodź tam!
Daniel się nie zatrzymał.
— Rex złapał trop!
Tylne drzwi komisariatu otworzyły się gwałtownie, gdy Rex wybiegł w deszcz.
Daniel pobiegł za nim do alejki za budynkiem. Zimny deszcz uderzał go w twarz. Czerwone i niebieskie światła alarmowe odbijały się w kałużach na asfalcie. Rex poruszał się szybko, z nosem nisko przy ziemi, aż nagle zatrzymał się przy zaparkowanym radiowozie.
Zawarczał w stronę ciemności za ogrodzeniem. Daniel podniósł broń.
— Policja! Pokaż ręce!
Przez sekundę słychać było tylko deszcz. Potem poruszył się cień. Mężczyzna wyszedł zza kontenera na śmieci, trzymając pistolet. Victor Kane. Jego twarz była mokra, ale się uśmiechał.
— Nadal żyjesz, Harris?
Daniel wycelował w niego.
— Rzuć broń.
Kane zaśmiał się cicho.
— Zaplanowałem to idealnie. Dziewczyna przynosi wiadomość. Ty podchodzisz do okna. Jeden czysty strzał.
Szczęka Daniela zacisnęła się.
— Zapomniałeś o Rexie.
Uśmiech Kane’a zniknął. Rex zawarczał, robiąc powoli krok do przodu. Kane wycelował broń w psa.
— Odwołaj go.
Głos Daniela stał się niski.
— Rex, zostań.
Pies zamarł, drżąc z gniewu. Kane wyglądał teraz na zdenerwowanego. Jego ręka nie była już stabilna.
— Myślisz, że to zwierzę znowu może cię uratować?
Daniel nic nie powiedział.
Za Kane’em Miller i dwóch funkcjonariuszy pojawili się cicho przy bocznej bramie, z uniesioną bronią. Miller krzyknął:
— Rzuć to, Kane!
Kane gwałtownie się odwrócił. To był jego błąd. Rex ruszył do przodu.
Pies dopadł ramienia Kane’a, zanim ten zdążył strzelić. Pistolet upadł i ślizgnął się po mokrej ziemi. Kane wrzasnął, gdy Rex przycisnął go do ziemi.
Daniel ruszył naprzód i kopnięciem odsunął broń.
— Ręce za plecy! — krzyknął.
Kane szarpał się, ale Rex trzymał go przy ziemi, warcząc kilka centymetrów od jego twarzy.
Miller mocno założył mu kajdanki.
— Koniec.
Kane spojrzał na Daniela z nienawiścią.
— Ten pies powinien zginąć pierwszy.
Twarz Daniela spochmurniała. Uklęknął obok Rexa i położył rękę na jego grzbiecie.
— Nigdy nie zdołałbyś podejść wystarczająco blisko.
Kilka minut później komisariat był pełen migających świateł, funkcjonariuszy i potłuczonego szkła. Młoda kobieta, która dostarczyła kopertę, siedziała owinięta kocem i płakała, podczas gdy policjantka ją pocieszała.
Daniel stał przy rozbitym biurku, wpatrując się w dziurę po kuli. Była dokładnie na wysokości serca. Miller podszedł do niego.
— Zdajesz sobie sprawę — powiedział cicho — że gdyby Rex cię nie przewrócił…
— Wiem.
Rex siedział obok niego, znów spokojny, jakby nic się nie wydarzyło. Daniel przykucnął przed nim. Przez chwilę nic nie mówił.
Potem wyszeptał:
— Myślałem, że zwróciłeś się przeciwko mnie.
Rex lekko przechylił głowę. Oczy Daniela napełniły się emocjami.
— Uratowałeś mnie.
Rex pochylił się i przycisnął głowę do piersi Daniela. Miller patrzył na nich i uśmiechnął się smutno.
— Nadal chcesz, żebym napisał w raporcie, że był poza kontrolą?
Daniel spojrzał w górę.
— Nie.
Przytulił Rexa mocniej.
— Napisz, że to on jest powodem, dla którego wciąż żyję.

