Sierioża, niedobrze mi, przyjedź!”
Irina znieruchomiała z talerzem w ręku.

Na płycie sizzled ziemniaki, sałatka był już płasko, butelka wina откупорена.
Siergiej stał na środku kuchni z telefonem przy uchu, i widziała, jak zmieniło się jego twarz — od strachu do zmęczona uległości.
“Mamo, co się stało?”
“Serce?”
“Ciśnienie krwi?”
“Koza nie dawała mleka dwa dni, prawdopodobnie zapalenie sutka”.
“I drewno się kończy”.
“A sąsiad Васька już ponownie popierał ogrodzenia swoimi deskami”.
Siergiej potarł nos.
Irina postawiła talerz na stole głośniej, niż zamierzała.
“Mamo, teraz dziewiątej wieczorem”.
“Przyjdę jutro”.
“Jutro będzie za późno!”
“Koza издохнет!”
“Czy ty nie chcesz pomóc swojej matki?”
On już zdjął kurtkę z haka.
Irina wyłączyłam kuchenkę i nakryła patelnię pokrywką.
Kolacja po raz kolejny został odwołany.
Anna Петровне Sokołowej było siedemdziesięciu pięciu lat.
Mieszkała w miejscowości Borki Małe, czterdzieści kilometrów od miasta, w domu z печным ogrzewanie.
Trzymała dwóch kóz — Martha i Сойку, kilkanaście kur i ogród o powierzchni dwudziestu art.
Siergiej i Irina mieszkali w mieście, w dwupokojowym mieszkaniu.
Pracował jako inżynier w fabryce, ona – księgowym w firmie budowlanej.
Pieniędzy brakowało na normalne życie, nawet odkładać coś na wakacje.
Dokładniej, próbowali.
Przez ostatnie trzy lata jej życie było zdominowane połączeń z wioski.
Razem dach odbywał — pilnie potrzebowały łupkowe płyty i ręce do pomocy.
Razem kozy chore — trzeba było przynieść lekarstwa.
Raz w środku zimy drewno skończyły — zostaw wszystko stać i leżeć, a drewno jedź włamania.
Anna Pietrowna kategorycznie odmówiła przenieść się do miasta.
“Umrę tu, gdzie spędził całe swoje życie”.
“A kto będzie trzymał moich kóz w mieszkaniu?”
“A kurczaki?”
“W końcu, to jest ekonomia, to jest naturalne jedzenie!”
To, że oni w ogóle nie pili mleko, a jajko było łatwiej kupić w sklepie ich nie przekonało.
Farma była dla nich nie jest środkiem przetrwania, a sensem ich istnienia.
Bez niego Anna Pietrowna nie mogłam sobie wyobrazić siebie.
Siergiej był jej jedynym synem.
Ojciec zmarł dziesięć lat temu, już nie miał kto pomóc.
I tak pojechał.
W każdy weekend, czasami nawet po pracy.
Był ciąć, budował, naprawił i перекапывал.
Irina najpierw jechała z nim.
Pomagała w ogrodzie i nauczyła się doić kozy.
Ale ostatni rok jest coraz częściej zostawała w domu.
Zmęczenie наваливалась jak na śnieżki.
W ten wieczór Siergiej wrócił dopiero po północy.
Irina nie spała, leżała w ciemności, wpatrując się w sufit.
“Jak się miewa koza?” – zapytała.
“Wszystko w porządku”.
“Wymię po prostu затвердело, ja помассировал go i doiłeś jej”.
“Ja ciął drewno w ciągu tygodnia”.
“I znowu przez tydzień?”
“Irin, co mam robić?”
“W końcu, ona tam sama”.
“Tylko według własnego uznania”.
Siergiej usiadł na krawędzi łóżka i zdjął skarpetki.
“Moja mama”.
“I jestem twoją żoną”.
“Kiedy ostatni raz byliśmy gdzieś tylko we dwoje?”
“Do kina?”
“W kawiarni?”
“Lub po prostu wybrać się na spacer?”
“Nie teraz”.
Ale Irina usiadła na łóżku i włączyła lampkę.
“Teraz”.
“Policzyłem — w zeszłym roku wydaliśmy na wsi ponad sto tysięcy”.
“Karma dla kóz, leki, opał, remont dachu, nowa pompa do studni”.
“Przy okazji, to nasze wakacje na morzu”.
“To znaczy, że proponujesz jej zawieść?”
“Proponuję pomyśleć o nas”.
“Mam trzydzieści pięć, ci trzydzieści osiem”.
“Żyjemy jak służba na cudzym podwórku”.
Siergiej położył się i odwrócił się do ściany.
“Ona nie żyje wiecznie”.
“Wytrzymaj jeszcze trochę”.
Irina i wyłączyłam światło.
W ciemności słowa brzmiały ostrzejszy.
“A jeśli to będzie trwało jeszcze dziesięć lat?”
“Piętnaście?”
“Wtedy będziemy nadal czekać, aż w końcu zacznie się nasze życie?”
Nie było odpowiedzi.
W sobotę pojechali tam razem — Anna Петровне potrzebowała pomocy w ogrodzie.
Wykopać ziemniaki, pokroić kapustę, zabierz wszystko w piwnicy.
Pracowali w milczeniu.
Anna Pietrowna покомандовала wokół: to jest złe, to należy do innego, jej ręce, prawdopodobnie wzrosła nie z tego miejsca.
Do południa Irina była cała spocona, plecy bolały, a na dłoniach utworzyły się pęcherze.
Przy obiedzie teściowa wzięła swoją zwykłą piosenkę.
“Kiedyś ludzie nadal mogli pracować”.
“Dzisiejsze – to cioty”.
“Pół dnia grzebał i już zmęczony”.
“Ja w twoim wieku …”
“W naszym wieku mieszkali tu na stałe, a nie jeździli za czterdzieści kilometrów po pracy”, – przerwała mu Irina.
Anna Pietrowna zacisnęła usta.
“Jesteście niewdzięczni”.
“Dam ci mleko, jaja, świeże warzywa”.
“A wy, po prostu задираете nos”.
“Mamo, my nie prosimy o …”
“Dokładnie, chłopaki, nic nie pytaj!”
“Chłopaki, przyjdź raz w miesiącu, jak nieznajomi”.
“Pracuję tu zupełnie sam!”
Irena wstała od stołu.
“Nikt nie zmusza cię do rozbijania się”.
“Sprzedaj kóz, zostaw sobie kilka grządek”.
“Albo przeprowadź się bliżej nas”.
“Żebyście wysłali mnie do domu opieki?”
“Mamo!”
“W końcu, co, mamo?”
“Znam cię, mieszczan”.
“Chłopaki, nawet nie uważają swoich rodziców ludźmi”.
Irena wyszła na dziedziniec.
Wyjęła telefon i otworzyła bankowe aplikacji.
Ona пролистала odcinki.
Karma dla kóz — 3500.
Drewno — 15000.
Łupkowa płyty — 8000.
Leki dla zwierząt — 2000.
I tak co miesiąc.
Siergiej szedł za nami.
“Dlaczego zacząłeś ten temat?”
“Ja?”
“Sierioża, otwórz oczy!”
“Finansujemy ich zachcianki!”
“Te kozy jedzą więcej, niż dają mleka”.
“Ogród wymaga więcej wysiłku i pieniędzy, niż wszystkie warzywa w sklepie”.
“Ale dla nich to jest ważne”.
“Dla mnie ważna jest nasza rodzina”.
“Który rozpada się, jeśli jeszcze tego nie zauważył”.
W nocy, w dwie godziny, zadzwonił telefon.
Irina słyszałam w półśnie, jak Siergiej wstał, ubrał się i upuścił klucze.
“Co się stało?”
“Mama źle się czuje”.
“Karetka jest już w drodze, ale przyjadę wcześniej”.
Pojechali razem.
Są one realizowane na pustej ulicy i milczeli.
Irina pomyślałam: oto teraz stanie się to, czego wszyscy się bali i co w ukryciu czekali.
Koniec męki.
I od razu ona nie spodobał mi się za te myśli.
Anna Pietrowna leżała w łóżku, szara i mała.
Lekarz pogotowia zmierzył jej ciśnienie krwi.
“Przełom nadciśnieniowy”.
“Dobrze, że zadzwonił w porę”.
“Ale w jej wieku i przy takim ciśnieniu niebezpieczne żyć”.
-Nigdzie nie pójdę – szepnęła Anna Pietrowna.
“Mamo, w końcu to nie tak”.
“Sieriożeńka, ja tu się urodziła”.
“Tu pochowany twój ojciec”.
“Jak powinienem zostawić to wszystko za sobą?”
I nagle zaczęła płakać.
Irina ani razu przez trzy lata nie widziałam u niej łzy.
“Jestem przerażony”.
“W swoim mieście byłbym nieznajomym”.
“Brzemię”.
“Tu jestem, przynajmniej coś robi”.
“Kozy, kury …”
“Ja przynajmniej, że ktoś potrzebuje”.
Siergiej usiadł na skraju łóżka i wziął ją za rękę.
“Mamo, jesteś nam potrzebna”.
“Ani twoje kozy, ani mleka”.
“Cię”.
“Kłamiesz”.
“Irka nawet nie może na mnie patrzeć”.
Irena podeszła bliżej i usiadła z drugiej strony.
“Anna Pietrowna, nie gniewam się na ciebie”.
“Jestem zły na to, że wszyscy się zapędzili w tę pułapkę”.
“Oni psują stosunki z dworem, możemy разрываемся między pracą a wsią”.
“I wszyscy nieszczęśliwi”.
Teściowa milczała.
Potem powiedziała cicho::
“A co innego mi pozostaje?”
“Siedzieć i czekać na śmierć?”
Rano, kiedy kryzys minął, ich troje usiedli do stołu.
Siergiej mówił cicho, ale stanowczo.
“Mamo, tak dalej nie pójdzie”.
“Albo staramy dziedziniec do minimum, albo szukamy domu bliżej miasta”.
“Na przykład, w Semeniwka”.
“Tam kursuje autobus i sklep znajduje się w pobliżu”.
“Chcesz sprzedać moich kóz?”
“Zostawiamy jeden”.
“Marca”.
“Jest spokojniejszy”.
“I, być może, pięć piskląt, nie więcej”.
“Ogród na dziesięć art, tylko to, co niezbędne”.
Anna Pietrowna spojrzałam w okno.
Za szybą stał się jasny, kogut zapiał.
“A dom?”
“Dom pozostaje”.
“Przychodzimy i pomagamy”.
“Ale zgodnie z planem”.
“Raz na dwa tygodnie”.
“I nigdy więcej niż na jeden dzień”.
“Chłopaki, fajne”.
“Nie” – powiedziała Irina.
“Ciężko zabrać wszystkich do grobu z kóz i ogrodu”.
“Chcemy żyć, Anna Pietrowna”.
“I chcemy, aby żyli, a nie tylko przetrwały”.
Teściowa skinęła głową.
Raz, ledwo zauważalne.
Za tydzień koszulka została sprzedana sąsiadów.
Połówka kurczaka też.
Ogród warzywny są перекопали tylko do połowy — do ziemniaków i trochę zieleni.
Siergiej ustanowił mamie przycisk alarmowy i rozmawiałem z sąsiadką Валей — obiecała sprawdzić ją na co dzień.
Minęły cztery miesiące.
Luty był śnieg, ale nie jest bardzo zimno.
Irina stała przy oknie z filiżanką kawy i patrzyła na padający śnieg.
-Mama dzwoniła, – powiedział Siergiej, wychodząc z sypialni.
“Marta uśmiechnęła się”.
“Urodziła dwójkę małych dzieci”.
“Jedziemy tam na weekend?”
“Jeśli chcesz”.
To było dziwne — łatwość w jego głosie.
Wcześniej każda wzmianka o matce rozwijał w napięta cisza lub w spór.
Teraz to była tylko wiadomość o kozie.
Anna Pietrowna naprawdę się zmieniła.
Dzwoniła raz w tygodniu, krótko i jasno.
Zapytała o zdrowie i opowiedziała o farmie.
Żadnych wskazówek, żadnych wyrzutów, żadnych wskazówek.
Kiedy Irina przeziębiona w zeszłym miesiącu, to po prostu zapytała, czy potrzebne leki.
Nie przyszła bez zaproszenia z bankami масона i горчичными patch.
Irina dokończyła swój espresso.
“Jak myślisz, że to zadziała?”
“Tak, że z Soczi w lecie?”
“Nie wiem”.
“Ale mam nadzieję, że tak”.
Na zewnątrz przestał padać śnieg.
Wzeszło słońce.