
Oto możliwie klarne tłumaczenie na język polski (z uwzględnieniem, że oryginał jest mieszanką kilku języków i częściowo niespójny):
**W serii zagubionych wydarzeń w Gara przygotowaliśmy plan z wieloma połączeniami i schematami maszyn. Kamienie poniżej osunęły się, a pęknięta klepsydra również się rozpadła. Po ogromnym tłumie wszystko ucichło. Zawsze, wszędzie, jest w tym coś pięknego.
Było bezpośrednie przejście. Następnie zeszli na dół, prosto do Mistrza. Mężczyzna próbował otworzyć zamek od pasa bezpieczeństwa, ale Gaede — metalowy, zacięty mechanizm — nie chciał się odblokować. Samochód powoli się przechylał.
— Eee, do cholery! — krzyknął kierowca. — Uderz w zaczep!
Ale pies tego nie zrobił. Kuressare stał nieruchomo i czuł, jak deski pod nogami drżą. Nikt nie przysięgał, a jednak przed nimi otwierała się jakaś tajemnicza droga.**



Oto tłumaczenie na język polski (tekst jest wielojęzyczny i fragmentaryczny, dlatego przełożyłem go w możliwie najbardziej sensowny sposób):
**Chwycił nylonową, wytrzymałą smycz Edo i zbliżył się do samochodu, robiąc to ostrożnie, krok po kroku. Miał przy sobie torbę, którą natychmiast złapał — jakby bał się, że ktoś mu ją wyrwie. Keith, gdy tylko ruszył do działania, obudził się jak z letargu.
Wszyscy to zrozumieli. Złączyli siły, jakby trzymali w dłoniach jeden pakunek.
— Szybko! — powiedział ktoś. — Róbcie to automatycznie, najlepiej jak potraficie — pchajcie i ciągnijcie!
Gdy mężczyzna próbował wydostać się własnymi rękami, ziemia i rzeka zdawały się drżeć. W czasie szarpaniny przesuwał się boleśnie po twardym pasie ziemi, który rozciągał się jak wąski pas wzdłuż holenderskiego brzegu — i jak wszystko inne tutaj miał swoją wagę.
Kilka sekund minęło jak mgnienie oka. Mężczyzna wyszedł z niebezpiecznego miejsca, jakby przeszedł przez drzwi złożone z dwóch skrzydeł — drzwi, które zawsze były tam, szorstkie, ale jednak żywe — i jednak przetrwał.
Pies uniósł głowę, sierść miał gładką i napiętą, jakby starannie ułożoną:
— Takie jest życie, przyjacielu.**
