„Pradziadek” i uzdrawiający pocałunek

ŻYCIOWE HISTORIE
Owszem, możemy kupić dziadkom komputery i smartfony, pokazać im, jak mogą widzieć i słyszeć swoje wnuki „na żywo” w internecie, ale oni nadal twierdzą, że jedynym sposobem na wyleczenie stłuczonego kolana jest osobiste pocałowanie ich.
„Zobaczcie jak bardzo urósł mój wnuk” – pokazuje zdjęcia na swoim telefonie mój przyjaciel, który jest „dalekim dziadkiem”. Jest na bieżąco ze swoim wnukiem, który urodził się na innym kontynencie: widział nagranie wideo, na którym widać, jak dziecko wraca do domu ze szpitala, obserwował przez kamerę internetową, jak oddycha w łóżeczku, był „obecny” na żywo podczas obchodów pierwszych urodzin wnuka, a następnie transmitował jego pierwsze słowa i kroki.

 

Przytulam mojego małego wnuczka, wdycham niesamowity zapach niemowlęcia i dziękuję za każdą chwilę, która mnie czeka, gdy muszę stosować wszelkie dziadkowskie sztuczki, aby przestał płakać, gdy „mam ochotę złamać sobie kręgosłup”, ale udaje mi się go rozśmieszyć, trzymając go w ramionach, i tak, także wtedy, gdy mogę wyczyścić go z jego śmierdzącej pieluchy.
Technologia zapewnia coraz więcej możliwości zdalnej komunikacji we wszystkich dziedzinach życia. Świetnie, że nie ma już potrzeby wysyłania samolotem trzech czy czterech osób (i chodzi tu nie tylko o aspekt finansowy, ale i środowiskowy) na półtoragodzinne spotkanie: każdy może pozostać w swoim kraju i prowadzić spotkanie w taki sposób, aby móc słyszeć i widzieć swoich partnerów, tak jakby siedzieli przy tym samym stole.
Wielką radością dla wszystkich jest, gdy dziecko studiujące w innym mieście, dziadkowie mieszkający na wsi czy ojciec lub matka pracujący za granicą mogą przynajmniej przyłączyć się do świątecznych chwil rodzinnego spotkania za pomocą inteligentnych urządzeń.
W zeszłym roku mój syn nie mógł przyjechać do domu na Boże Narodzenie – opowiada pewna matka – ponieważ nie dostał urlopu. Były to pierwsze święta Bożego Narodzenia, które spędził samotnie za granicą. Mój drugi syn pokazał mi, jak nawiązać z nim kontakt przez Internet, żebyśmy mogli się z nim zobaczyć, więc w Wigilię wspólnie śpiewaliśmy kolędy i modliliśmy się, jak to zawsze robiliśmy. Po prostu z powodu powolności mojego starego komputera występowało niewielkie opóźnienie w czasie i zawsze wyprzedzaliśmy go o jedną sylabę. Poza tym, było wielką radością poczuć się na chwilę „jak w domu”. W tym roku jednak będzie mógł wrócić do domu: jakże to będzie inne!
Tak, to jedno, gdy siadamy przed komputerem o wyznaczonej porze i wiemy, że nasz daleki małżonek, dziecko czy wnuk prawdopodobnie dobiera słowa, by nie wzbudzać niepokoju, a to zupełnie inna sprawa, gdy widzimy, że coś ciąży mu na sercu, gdy odkłada torbę na korytarzu. Jedno to pocieszać i dodawać otuchy komuś na odległość, a drugie to przytulić go, nie mówiąc ani słowa.

Pokój babci był kiedyś rozpoznawalny, ponieważ co jakiś czas natykaliśmy się na zdjęcia wnucząt. Dzisiejszym dziadkom technologia pozwala nawiązać kontakt z wnukami nie tylko za pomocą zdjęć. Ale dziadkowie wiedzą doskonale, jak bardzo różni się to od sytuacji, gdy ich wnuczek siedzi im na kolanach i słucha opowieści! Pewnego dnia możemy podzielić się naszymi doświadczeniami w tym zakresie w  klubie Szemlélek – oczywiście osobiście!
Оцените статью